Inne szkoły podstawowe ...
Istnieją również specyficzne rodzaje szkół podstawowych – specjalne,
integracyjne,
szkoły podstawowe z oddziałami integracyjnymi i
sportowymi, szkoły podstawowe sportowe oraz szkoły mistrzostwa
sportowego. Szkoły podstawowe są w szczególności prowadzone przez
jednostki samorządu terytorialnego takie jakim sposobem np. gmina,
miasto (szkolnictwo publiczne). Istnieje również wiele szkół
podstawowych prowadzonych przez osoby prywatne, stowarzyszenia,
fundacje i kościoły (szkolnictwo niepubliczne). Szkoły niepubliczne
po zapewnieniu spełniania niezbędnych wymagań uzyskują uprawnienia
szkół publicznych.
We wszystkich szkołach podstawowych, publicznych i niepublicznych
obowiązują te same podstawowe zasady:
realizowane są programy nauczania uwzględniające podstawę
programową,
realizowane są zajęcia edukacyjne w wymiarze nie niższym niż wymiar
obowiązkowych zajęć edukacyjnych rzadki w ramowym planie nauczania,
stosuje się odpowiednie zasady klasyfikowania i promowania uczniów
oraz przeprowadzania sprawdzianu organizowanego przez Centralną
Komisję Egzaminacyjną w klasie szóstej,
prowadzi się dokumentację przebiegu nauczania,
zatrudnia się nauczycieli obowiązkowych zajęć edukacyjnych,
posiadający odpowiednie kwalifikacje.
Po ukończeniu
szkoły podstawowej uczniowie kontynuują naukę w
gimnazjach.
W wielu szkołach podstawowych, zwłaszcza zlokalizowanych na terenach
wiejskich funkcjonują oddziały przedszkolne. Najczęściej uczęszczają
do nich dzieci sześcioletnie, realizujące w nich wtajemniczony w
Polsce od chwili 1 września 2004 obowiązek jednorocznego
przygotowania przedszkolnego. Od 1 września 2007 roku został
wtajemniczony w publicznych szkołach podstawowych obowiązek noszenia
przez uczniów jednolitego stroju wg wzoru ustalonego przez dyrektora
szkoły (tzw. mundurka szkolnego), jednak poprzednio w kolejnym roku
szkolnym obowiązek zniesiono, pozostawiając swobodę decyzji w tej
sprawie szkolnej społeczności.
Dzieci w podstawówkach mają nową zabawę.
Podczas przerw wciągają przez nos proszek. Nie są to narkotyki,
tylko musująca oranżada z cukierków Zozoli. Ale według lekarzy
zabawa ta może mieć groźne skutki
O takich praktykach dowiedzieliśmy się od uczniów Szkoły Podstawowej
nr 8 w Kielcach. Już w poprzednim roku szkolnym przynosili cukierki,
które na przerwach przepoławiali tak, by wysypać z nich jak
największą ilość musującego proszku. Dzieci były tak zdeterminowane,
że na zajęcia szkolne zabierali ostre nożyczki lub nawet małe
młoteczki do rozbijania słodyczy. - Koledzy przynosili na lekcje
zozole. Później na przerwach usypywali ścieżkę z proszku, który był
w cukierkach, i wciągali nosem. Strasznie po tym kichali - opowiada
Wojtek, uczeń VI klasy SP nr 8.
Jak się okazuje, o niepokojącej zabawie uczniów wiedzieli
nauczyciele pracujący w szkole, jednak nikt nie zgłosił tego
dyrektorce szkoły. Dyrektor Urszula Dulnik o wszystkim dowiedziała
się od nas. - Jestem zszokowana, bo nikt wcześniej mi o niczym takim
nie donosił. Dopiero dziś po rozmowie z nauczycielami mogę
powiedzieć, że takie sytuacje zarówno w zeszłym roku szkolnym, jak i
dwa lata temu faktycznie miały miejsce. Ale na pewno były to
incydentalne przypadki. Z tego, co wiem, w tym roku już nie mają
miejsca - komentuje.
Ale o podobnych praktykach uczniów można usłyszeć w innych szkołach.
Podobne zabawy urządzali sobie w starachowickich podstawówkach.
O tym, że jest to niepokojące zjawisko, nie trzeba nikogo
przekonywać. - Cały proces, który wykonują dzieci, aby zażyć ten
proszek, jednoznacznie wskazuje na pewne rytuały narkomańskie i na
pewną nową modę wśród uczniów. U tych dzieci, kiedy dorosną, może
pojawić się chęć zażycia prawdziwych narkotyków. Całą sprawą jak
najszybciej powinni zająć się zarówno nauczyciele, jak i rodzice,
ale tylko w konsultacji z pedagogiem bądź psychologiem szkolnym -
mówi Krzysztof Gąsior, psycholog i dyrektor Świętokrzyskiego Centrum
Profilaktyki i Edukacji w Kielcach. Przestrzega, by dzieciom, które
przyznają się do wciągania proszku z cukierków, nie zabraniać tego
na siłę i nie karać ich, gdyż może to jedynie wzmóc chęć na dalsze
eksperymentowanie z podobnymi substancjami.
Jak tłumaczy Tadeusz Mierzwa, ordynator oddziału laryngologicznego w
Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kielcach, zabawa dzieci jest
bardzo niebezpieczna. - Każda substancja podawana w niewłaściwy
sposób może tylko zaszkodzić. Jeśli proszek poleciałaby za daleko w
głąb gardła, może wywołać skurcz krtani, który następnie spowoduje
zatrzymanie oddychania. Jeśli w takim przypadku szybko nie udzielimy
dziecku odpowiedniej pomocy, może ono nawet umrzeć - podkreśla
doktor Mierzwa.
Dyrektor Dulnik zapewnia, że już w najbliższych dniach wraz ze
szkolnym pedagogiem porozmawia z rodzicami dzieci oraz z samymi
uczniami.
zrodlo:www.gazeta.pl 2006-09-20 |